piątek, 18 listopada 2011

Makaron z wieprzowiną lub wołowiną po tajsku



Składniki:
  • 40 dag makaronu ryżowego typu wstążki lub innego
  • Ok. 25 dag wieprzowiny lub wołowiny pokrojonej w paski
  • 1 jajko roztrzepane
  • Ok. 6 liści poszatkowanej na paski kapusty pekińskiej
  • 1 średnia cebula lub 4 dymki pokrojone w piórka
  • 2 zmiażdżone ząbki czosnku
  • 2 łyżki jasnego sosu sojowego
  • 1 łyżka sosu ostrygowego
  • 1 łyżka sosu rybnego
  • 1 łyżeczka cukru
  • Sól, pieprz
  • 2 łyżki oleju



Wszystkie składniki trzeba przygotować przed przystąpieniem do gotowania, co powinno zająć ok. 10 min. : umyć i pokroić mięso, kapustę, cebulę; roztrzepać jajko, zmiażdżyć czosnek, makaron przygotować wg instrukcji na opakowaniu tak aby był al dente, wymieszać sosy razem z solą, pieprzem i cukrem. Dlaczego tak? Ponieważ podczas smażenia nie będziecie mieli czasu na dodatkowe czynności, a przyrządzenie nie zajmie dłużej niż ok. 8 min. Przygotowane składniki umieście blisko kuchenki, abyście mieli wszystko pod ręką.



Przygotować wok lub głębszą patelnię o nieprzywierającej powierzchni. Wlać olej, rozgrzać i ustawić na dosyć mocnym ogniu ale nie największym. Wsypać czosnek i cały czas mieszając podsmażyć na złoto, co zajmie kilka sekund. Dodać mięso i smażyć cały czas mieszając i podrzucając kawałki, aż będzie prawie miękkie. Powinno to zająć ok. 4 min. Zaznaczam mięso ma się usmażyć a nie dusić czyli nie możemy doprowadzić do zbytniego puszczenia soków. Dlatego właśnie należy robić to na dosyć ostrym ogniu. Gdy mięso jest już prawie dobre, wlewamy jajko i energicznie mieszamy, aby połączyło się z pozostałymi składnikami. Następnie wrzucamy liście kapusty,  chwilę przesmażamy i dodajemy makaron. Dokładnie mieszamy i wlewamy przygotowaną mieszankę sosów z przyprawami. Ponownie dokładnie mieszamy i próbujemy. W razie potrzeby doprawiamy jeszcze. Wrzucamy cebulę i mieszamy. Jeśli używamy dymki trochę zielonej części możemy zostawić do posypania gotowej potrawy. Tak przygotowane danie przekładamy do naczynia i od razu podajemy. Smacznego!!

czwartek, 27 października 2011

Marynowana dynia


Składniki:
  • 3 kilogramowa dynia

Zalewa:
  • 5 szklanek wody
  • 1 szklanka octu 10%
  • 2-3 szklanki cukru
  • 1 cukier waniliowy
  • szczypta cynamonu, ok. 15 szt. goździków


Przygotowanie dyni:
Dynię kroimy na mniejsze części. Dokładnie oczyszczamy z pestek i farfocli, pozostawiając jedynie zwarty miąższ. Następnie przygotowane kawałki obieramy ze skórki bardzo dokładnie, nie pozostawiając białej twardej warstwy tuż przy skórce. Dlaczego? Ponieważ pozostanie ona twarda nawet po ugotowaniu. Następnie kroimy dynię w kostkę o boku ok. 1 cm lub mniejszą.

Zalewa:
Wodę wlewamy do dużego garnka. Dodajemy pozostałe składniki zalewy i doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy chwilę po przykryciem. Wyławiamy goździki. Dodajemy dynię. Zmniejszamy ogień i gotujemy powoli aż dynia będzie miękka ale kawałki nadal będą zwarte. Trzeba tego pilnować, ponieważ zbyt długie gotowanie doprowadzi do powstania papki, z którą już nic nie zrobimy.
Ugotowaną dynię przekładamy do wysterylizowanych słoików ( wyparzonych we wrzątku i wyprażonych w piekarniku). Mocno zakręcamy i odwracamy dnem do góry. Pozostawiamy do wystygnięcia. Tak przygotowaną dynię nie pasteryzuje się, ponieważ ponowne gotowanie spowoduje wspomniane powstanie papki.
Dynia gotowa jest do spożycia po kilku dniach.



Do czego dodajemy marynowaną dynię?
Podobnie jak marynowane w occie śliwki jest świetnym dodatkiem do mięs i wędlin, kanapek, sałatek. Najlepiej podawać ją w osobnej miseczce w towarzystwie innych marynowanych owoców, warzyw czy grzybów.
Smacznego!!!


wtorek, 31 maja 2011

Naleśniki klasyczne


Nigdy nie zastanawiałam się nad proporcjami składników na ciasto naleśnikowe. Jak wiele dań, które od lat przyrządzam a teraz czasami opisuję na blogu, robię „na oko”. Dlatego też nigdy nie stworzyłam idealnej receptury na klasyczne naleśniki….. do zeszłej soboty. Naleśniki z tego przepisu wychodzą idealnie cienkie, elastyczne,  nie łamią się przy przewracaniu ani przy składaniu z farszem. Są przepyszne same w sobie: delikatnie słone i odrobine słodkie o lekko maślanym smaku. Idealne!!

Składniki:
  • 1 l tłustego mleka
  • 600 g mąki
  • 6 jajek
  • 1 łyżeczka cukru (lub cukru pudru)
  • duża szczypta soli
  • Ok. ½ kostki masła (roztopionego)

Masło roztapiamy w rondelku. Można użyć mniejszej ilości ale minimum to 2 płaskie łyżki. Resztę składników dokładnie mieszamy (ręcznie lub robotem kuchennym) i dodajemy masło (nie musi być ostygnięte).  Ciasto wyjdzie bardzo rzadkie, ale tak ma być. Odstawiamy na min. 15 minut aby z ciasta uwolniły się bąbelki powietrza. Jeśli tego nie zrobimy, to smażąc placki w cieście będą nam się robiły małe dziurki.
Po tym czasie możemy smażyć.  Do patelni teflonowych nie trzeba używać już żadnego dodatkowego tłuszczu. Do patelni innego typu sugeruję roztopić dodatkową porcję masła we wspomnianym rondelku i przed wlaniem każdej porcji ciasta smarować masłem patelnię używając do tego  pędzelka kuchennego. Naleśniki  należy piec na średnim ogniu na dobrze rozgrzanej patelni.
Ja piekłam swoje na średniej wielkości patelni. Dzięki temu naleśniki nie były duże i z podanej porcji ciasta wyszło ich niecałe 40 sztuk.  To dużo. Aby uzyskać mniejszą ilość proporcjonalnie należy zmniejszyć liczbę składników.

Proponowany farsz:
(na 20 sztuk małych naleśników)

  • ½ kg pieczarek
  • 2 średnie cebule
  • oliwa z oliwek
  • sól, pieprz

Pieczarki umyć i dokładnie oczyścić z ziemi. Następnie drobno pokroić w kostkę lub zetrzeć na tarce z grubymi oczkami. Ja błyskawicznie starłam w robocie kuchennym. Cebulę obrać i drobno posiekać. Rozgrzać patelnię, wlać ok. 2 łyżek oliwy i zrumienić cebulkę. Potem dodać pieczarki i dusić aż odparuje cała woda. Porządnie popieprzyć i osolić. W przypadku gdy nie możecie się pozbyć nadmiaru wody, można pieczarki przełożyć na drobne sitko i odsączyć wodę. Farsz ostudzić i można nakładać na naleśniki. Najlepiej smakują obsmażone na smalcu. Można tez wcześniej opanierować  je jak kotlety w jajku i bułce tartej.

Do tego wszystkiego zwieńczeniem dzieła jest barszcz czerwony. Jeśli czasu brak (czyli zawsze) można na szybko przyrządzić barszcz z torebki ( ja używam tylko Winiary – wg mnie jest najlepszy). Najpierw przygotować wg instrukcji na opakowaniu. Potem dodać 2 lub 1 spory, pokrojony ząbek czosnku, sporą szczyptę majeranku (lub kilka gałązek świeżego), porządnie popieprzyć i dodać kilka łyżek koncentratu z buraków (Krakusa). To dopełni smak i nada zupie intensywnego buraczanego koloru.
Odstawić na około ½ godziny. Smaki się przegryzą i dzięki temu barszcz będzie lepszy. Gotowe. Smacznego!!!

Jamie Oliver „Włoska wyprawa Jamiego”


 To moje pierwsze spotkanie z książką kucharską tego słynnego kucharza i jestem oczarowana! Wcześniej oglądałam regularnie programy telewizyjne Jamiego i w końcu postanowiłam kupić jedno z jego wydawnictw, a że kuchnię włoską uwielbiam nie miałam problemu, aby zdecydować się na „Włoską wyprawę…”.
Książka jest niezwykle kolorowa i okraszona mnóstwem zdjęć potraw i Jamiego przy gotowaniu. Wzbogacona jest o uwagi ogólne na temat danego typu dania, gdzie m.in. znajdziemy nieocenione rady dotyczące przygotowania pizzy czy minestrone.  Standardowo, jak w każdej książce kucharskiej, treść podzielona jest na rozdziały a każdy z nich dotyczy danego rodzaju dań. Znajdziemy spis alfabetyczny i wykaz samych przepisów- to ułatwia szukanie konkretnego przepisu. Ale ja bynajmniej nie zamierzam z tego korzystać………najwięcej przyjemności czerpię z przeglądania kolejnych przepisów w poszukiwaniu tego, który zawładnie najpierw moim umysłem a potem żołądkiem J I tak stało się z przepisem na pizzę fritta. To była miłość od pierwszego wejrzenia a potem od pierwszego kęsa… mmmm pycha – zwłaszcza, że jest to przepis na pierwszą wymyśloną pizzę, którą się………smaży. Tak, tak! Dobrze słyszycie smaży, a potem jedynie opieka pod grillem. Cudo! Od samego patrzenia zakochałam się w przepisach na grilla i dodatkach takich jak sos majerankowy i sól rozmarynowo -pomarańczowa do ryb. Nie omieszkam wspomnieć o banalnie prostych przepisach na różnego rodzaju spaghetti, które w każdej postaci mogłabym jeść tonami! I tak znajdziemy recepturę na spaghetti z bakłażanem, z kalmarami, z krewetkami i rukolą czy spaghetti trapanese czyli z migdałami, pomidorami, bazylią i parmezanem.  Tym, co wyróżnia tą książkę jest rozdział z samymi dodatkami do dań np. smażone cukinie czy duszone nowalijki oraz rozdział o jedzeniu z ulicznych straganów czyli taki włoski fast food z lokalnych produktów np. omlet z krewetkami i natką pietruszki, placuszki z ciecierzycy czy smażone spaghetti. Jamie prezentuje też dosyć dużo przykładów  antipasti czyli przystawek. I tak dowiemy się, czym różni się, bruschette od crostini i poznamy danie, które zowie się „Sushi z Chianti”, które nie jest niczym innym niż… toskańska wersją steku tatarskiego.
Dla kogo jest ta książka?
To proste – dla każdego. Kuchnia włoska tak naprawdę nie jest skomplikowana. Jest ciepła, aromatyczna i rodzinna.  Taką kuchnię uwielbiam i taką kuchnię lubi też Jamie Oliver, dlatego z takim zapałem opowiada o każdym daniu ( każdy przepis ma swój indywidualny wstęp), o tym gdzie je robił, od kogo dostał też przepis i co czuł, gdy kosztował go pierwszy raz. Można powiedzieć, że są to swego rodzaju dosyć intymne wyznania człowieka zakochanego we Włoszech, w kuchni włoskiej i kulturze tego kraju.  Zakochajcie się i wy….

poniedziałek, 23 maja 2011

Miły początek tygodnia

Wiosna już w pełni. Uliczne stragany obfitują w świeże warzywa i owoce. Dookoła zrobiło się całkowicie zielono, więc i ja zapragnęłam zieleni na moim blogu.
Dziś więc zmiana szaty graficznej na blogu i miła niespodzianka na dobry początek tygodnia.  Nie ukrywam radości, że udało mi się wygrać w konkursie "(Pomidorowe) nagrody Jamiego Olivera" organizowanego przez Agatę znaną z kuchni.tv i jej bloga Kuchnia Agaty. Jeszcze raz dziękuję i zachęcam do odwiedzania blogu Agaty!

Miłego dnia!!

Mortiszka

niedziela, 22 maja 2011

Torcik Marchewkowy



Nie lubię tortów. Są za słodkie, ciężkie, z tłustymi kremami, po których robi mi się nie dobrze. Więc cóż pozostaje… robić torty samemu: nie za słodkie, nie za tłuste z lekkimi polewami aby było smacznie i wyjątkowo i……łatwo (oczywiście) !

Przepis na ciasto marchewkowe podawałam już i znajdziecie go TU. Natomiast aby powstał tort, ciasto należy upiec z małej tortownicy (ok. 22 cm śr.). Blachę należy porządnie  wysypać bułką tartą aby potem bez problemu zdjąć boki i dno. Doradzam upiec ciasto wieczorem i pozostawić na noc pod przykryciem. Dzięki temu będzie miękkie i wilgotne.



Na drugi dzień przygotowujemy polewę:

Składniki:
3-4 opakowania serka naturalnego typu Almette (ok. 400g)
50 g masła
ok. 2-3 kopiastych łyżek cukru pudru
1 opakowanie cukru waniliowego


Serek ubijamy z masłem i z cukrem waniliowym, dodając partiami cukier puder. Ubijam do momentu uzyskania całkowicie gładkiej masy. Ciasto kroimy na pół w poprzek aby powstały dwa placki. Nie całą połowę masy nakładamy na dolną część placka, rozprowadzamy równomiernie i nakładamy delikatnie górny placek. Uwaga: ciasto wyrasta w kształcie kopuły. Ja nie ścinałam góry aby tort był plaski. Zostawiłam naturalny kształt i dlatego ciasto było trochę „krzywe” i owalne.
A więc. Po nałożeniu górnego placka nakładamy resztę polewy i dokładnie rozprowadzamy na górze i po bokach i możemy dekorować.  Ja użyłam do ozdobienia: truskawek, polewy czekoladowej (gotowej) i posypki cukrowej. Gotowe!!


wtorek, 17 maja 2011

Dressing z mango


Egzotyczny, wakacyjny, słodki……mmm wyjątkowy. Idealny do różnego rodzaju sałat podawanych do mięs pieczonych a najlepiej do mięs grillowanych. Sezon już rozpoczęty, więc zaskoczcie swoich gości J

Składniki:
1 szkl. soku z mango (ok. ½ zmiksowanego mango
½ szkl. oliwy z oliwek extra vergine
3-4 łyżki soku  z cytryny
1 łyżka prażonych ziaren sezamu
sól, pieprz


Mango obieramy i wyjmujemy pestkę. Miksujemy i odmierzamy 1 szklankę. Ziarna sezamu prażymy na patelni. Nie wolno ich zostawić bez opieki, bo szybko się przypalają. Łączymy wszystkie składniki, solimy i pieprzymy do smaku. Gotowe.
Ja polewam sosem mieszankę swoich ulubionych sałat: lodowej, rukoli, roszponki i oczywiście odrobiny szpinaku. Smacznego!!

poniedziałek, 16 maja 2011

Smażone spaghetti


Czy pisałam już, że kocham spaghetti? W każdej postaci i z każdym sosem – uwielbiam! Nie smażyłam go jednak nigdy, dopóki nie zakupiłam cudownej książki Jamiego Oliviera „Włoska wyprawa Jamiego”. Smażone spaghetti jest podawane na ulicznych straganach z jedzeniem czyli można nazwać to danie włoskim fast foodem. Robi się bardzo szybko (i znów mamy ekspresowe danie) i z dowolnymi dodatkami czyli danie pod hasłem zużywajmy to co mamy w domu i nie marnujmy jedzenia. I like it!

Składniki:
(dla 4 osób)
  • ½ opakowania makaronu spaghetti
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 garść posiekanej natki pietruszki
  • 2 jajka
  • 1 żółtko
  • 1 garść startego parmezanu
  • sól, pieprz
  • oliwa

Dodatki:
Dowolne. Ja użyłam oliwek, kawałków kurczaka i warzyw z rosołu, suszonych pomidorów w zalewie, kawałka pora pokrojonego w cienkie plasterki. Można tez dodać świeże lub suszone zioła, chilli, kapary oraz inne warzywa ( np. resztki mrożonych).

Makaron ugotować al dente, odcedzić, przelać zimną wodą i ostudzić. Wszystkie składniki wymieszać. Dodać spaghetti, wymieszać i smażyć z obu stron małymi porcjami na rozgrzanej oliwie. Ja nabierałam na duży widelec porcję i kładąc na patelni „zwijałam w ślimaka”. W ten sposób powstają porcje dla każdej osoby. Danie należy podawać gorące, prosto z patelni. Smacznego!!

Tarta z kaszki kukurydzianej i parmezanu


Jest to kolejne szybkie danie, którego wykonanie zajmuje max 30-40 minut. Dodatki są dowolne – można użyć tego, co ma się w domu. Proporcje są na jedną małą tartę (śr. ok. 20 cm).

Ciasto składniki:
(na małą tartę- dla 1lub 2 osób)

  • ½ szklanki mąki pszennej
  • ½ szklanki kaszki kukurydzianej
  • ½ szklanki startego parmezanu
  • ¼ szklanki oliwy
  • ¼ szklanki wody

Dodatki:
Dowolne. Ja użyłam oliwek, kaparów, pomidorów z puszki, suszonych pomidorów, salami, pieprz, sól, oregano, czosnek.

Składniki na ciasto dokładnie połączyć aż powstanie zwarte ciasto. Wyłożyć nim formę na tartę (opcjonalnie tortownicę), ułożyć dodatki i wstawić na 20-30 min. do nagrzanego do 200C piekarnika. Gotowe!!

Przepis na ciasto pochodzi z programu telewizyjnego „Chief at home”.

czwartek, 5 maja 2011

Tarta Mocca


Od razu przyznaję się, że przepis wynalazłam na stronie Kwestii Smaku (którą uwielbiam!!!) tylko trochę pozmieniałam proporcje. Potrzebowałam czegoś szybkiego i bez pieczenia na wielkanocny konkurs w pracy. Zrobiłam i zaniosłam………i wygrałam. To dobry argument, żeby wypróbować ten przepis. Deser znikł tak szybko, że nawet ja nie zdołałam go spróbować. Nie pozostało mi nic innego, niż ponownie zrobić to ciasto i wreszcie się nim delektować.

Ciasto jest połączeniem gorzkiego smaku kawy i słodyczy czekolady. Jest niebiańsko pyszne i diabelsko kaloryczne. Ale co tam! Raz się żyje!

Składniki:

Spód:
240 g (3 opakowania) herbatników z polewą czekoladową (Maltanek lub jakiś innych)
2 łyżki brązowego cukru
120 g masła

Masa:
4 łyżeczki kawy rozpuszczalnej espresso
4 łyżki gorącej wody
600 g śmietany 36% dobrze schłodzonej (3 opakowania np. Piątnicy)
400 g białej czekolady ( ja użyłam 2 białe i 2 mleczne)

Dekoracja:
Dowolna. Ja użyłam polewy czekoladowej, posypałam kakao i dodałam prażonych orzechów włoskich wymieszanych z miodem.

Herbatniki drobno rozkruszyć (ja wrzuciłam do robota kuchennego i po 3 minutach herbatniki zmieniły się drobne w okruszki). Dodać rozpuszczone i ostudzone masło i cukier. Dokładnie wymieszać aż składniki dobrze się połączą i powstanie bardzo gęsta jednolita masa. Wyłożyć nią tortownicę lub formę na tartę  o średnicy około 22 cm. Wstawić do lodówki.



Czekoladę połamać na kawałki i rozpuścić w kąpieli wodnej (Jak ktoś nie wie jak zrobić kąpiel wodną, dokładny opis znajdzie TU). Jeśli chcecie użyć czekolady ciemnej i białej, to najpierw do połowy rozpuście ciemną czekoladę i dopiero wtedy dodajcie białą. Dlaczego? Ponieważ biała czekolada topi się szybciej. Nie ma w niej kakao tylko sam tłuszcz i potrzebuje tym samym połowę mniej czasu na stopienie niż ciemna.
Rozpuszczoną czekoladę odstawić do ostygnięcia.

Śmietanę ubić, dodać rozpuszczoną i schłodzoną kawę i przez chwilę dalej ubijać aż składniki dokładnie się połączą. Na koniec wymieszać śmietanę z czekoladą. Należy robić to delikatnie ale dokładnie. Gotową masę przełożyć na spód, wyrównać i ozdobić. Przykryć szczelnie i wstawić na kilka godzin (najlepiej na noc) do lodówki. Podawać zimne z ciepłą kawą. Pycha!!

piątek, 22 kwietnia 2011

Życzenia

Kochani,
Z okazji Świąt Wielkiej Nocy chciałabym życzyć Wam spokojnych i radosnych dni spędzonych z najbliższymi oraz samych pyszności!
Jednocześnie informuję, że na bloga najprawdopodobniej wrócę dopiero w maju. Teraz wyjeżdżam i zostawiam moją kuchnię. Będę leniuchować , zwiedzać i ogólnie relaksować się J

Pozdrawiam,

Mortiszka

czwartek, 14 kwietnia 2011

Cytrynowy kurczak z musem jabłkowym z żubrówką


Składniki:
  • dowolne części kurczaka np. nóżki, podudzie czy nawet cały kurczak podzielony na części
  • sól
  • czosnek w łupinach (kilka ząbków)
  • tymianek (suszony lub świeży)
  • cytryna

Mus:
  • 1 mała cebula
  • 1 łyżka masła
  • 2 jabłka
  • 2 łyżki żubrówki + 1 łyżka
  • szczypta chilli lub cała jedna papryczka

Kurczaka umyć i osuszyć. Posypać z każdej strony solą i odrobiną tymianku. Ułożyć na blasze (lub w naczyniu  żaroodpornym- w zależności jak dużo kurczaka przygotowaliśmy) dodać ząbki czosnku (w łupinkach)  oraz cząstki cytryny ( najlepiej pokrojone w ósemki ). Wstawić do nagrzanego piekarnika  (200C) i piec około 1 godziny ( zależności od ilości i wielkości kawałków mięsa), obracając i polewając co jakiś czas sosem (który sam się zrobi) aby kurczak równomiernie się zrumienił.

Mus:
Cebulkę drobno pokroić w kosteczkę i zeszklić na maśle. Dodać jabłka pokrojone w ósemki ( razem ze skórką i gniazdami nasiennymi), 2 łyżki żubrówki i chilli. Dusić aż jabłka całkowicie się rozpadną. Przetrzeć przez gęste sito i dodać łyżkę żubrówki.

Podawać kawałki kurczaka z upieczoną cytryną i czosnkiem polane musem. Smacznego!!

Pora na pora


Pomieszanie z poplątaniem. Tylko tyle przychodzi mi na myśl jeśli chodzi o wczorajszy dzień.
Rano bieg przez przeszkody do autobusu. Potem próba pozostania „kwiatem lotosu na tafli jeziora” jadąc w korku. Spóźnienie. Deszcz. Słońce. Znowu deszcz. Znowu korek.
Przychodzi chwila oddechu… i myśl co dziś na obiad? Kurczak w porach. Nie. Zupa krem z pora. Tak. Kurczak…… cytrynowy? Z musem jabłkowym z żubrówką i zupa z pora z sokiem jabłkowym i serem pleśniowym…..chmmmm a jakaś sałatka? Buraki. Same?…. Buraki z pomarańczą ………tak.

Głodna jadę do domu. Po drodze wymyśliłam, że do kurczaka zrobię jeszcze polentę, a co! Docieram do celu i po chwili kuchnia wygląda jakby przeszedł przez nią tajfun - jestem szczęśliwa.

Zupa krem z pora z sokiem jabłkowym i serem pleśniowym

Jaka ona jest dobra………..mniam! Ostry smak pora przełamany słodyczą soku i podkreślony smakiem sera pleśniowego. Pomieszanie  z poplątaniem ale wyjątkowo smaczne.

Składniki:
  • 2 l wody
  • 1 mała marchewka
  • 1 mała pietruszka
  • 1 mały kawałek selera
  • 5 średnich ziemniaków
  • 2 bardzo duże pory lub 4 średnie
  • 4 łyżki masła
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • 2 kostki rosołowe
  • 200 ml soku jabłkowego
Dodatkowo:
  • Śmietana 18%
  • Ser pleśniowy Lazur
  • Natka pietruszki lub inna zielenina do przybrania
Wodę gotujemy i wrzucamy marchewkę, pietruszkę i selera i ziemniaki. Ja bardzo drobno posiekałam w robocie kuchennym i dzięki temu wywar szybko był ugotowany. Pora myjemy i całego (białą i zieloną część) też drobno kroimy (siekamy w robocie) i podsmażamy na maśle dodając pod koniec gałkę muszkatołową. Gdy por zmięknie wrzucamy go do wywaru. Gdy wszystkie składniki są miękkie doprawiamy zupę kostką rosołową i sokiem jabłkowym. Zupę miksujemy, aby osiągnęła gładką konsystencję.
Podajemy gorącą,  polaną śmietaną i z cienkim plastrem sera pleśniowego. Najlepsza jest po chwili, gdy ser się rozpuści. Na wierzch można dodać natkę z pietruszki, koperek czy kolendrę. Smacznego!!!

piątek, 8 kwietnia 2011

Marokańska zupa z soczewicy z karmelizowaną cebulką z cynamonem



Och! Brzmi strasznie długo, ale na szczęście zrobienie tego dania nie trwa już tak długo J Jak ma być marokańska zupa to musi być aromatyczna; jak ma być z soczewicą to najlepiej też z pomidorami. Te połączenia są oczywiste. Miałam okazję się o tym przekonać na własnym „języku” jedząc codziennie pyszne zupy w marokańskim hotelu podczas pobytu w tym pięknym kraju. Jedzenie jest tam przepyszne!!! Świeże sardynki, tagine z kurczaka z różowymi oliwkami, dżem figowy, olej arganowy, woda różana i wszędzie cynamon, anyż, szafran i kolendra!!! Czy to nie brzmi pięknie?

Po powrocie do szarej (wtedy październikowej) rzeczywistości jaka panowała w Polsce, bardzo zapragnęłam być w posiadaniu książki kucharskiej z przepisami kuchni marokańskiej. Niestety… szukałam i szukałam i znalazłam tylko jedną (o niej później), która już oczywiście stoi na mojej półce z wszelkimi książkami kucharskimi. O czym to świadczy? Że w Polsce nie lubimy kuchni marokańskiej? Zdecydowanie nie. Po prostu nie wiele osób ją zna. Ale w naszej cudownej blogosferze kulinarnej można znaleźć ciekawe przepisy na dania z tego egzotycznego kraju.
Jak już wiele razy miałam okazję się przekonać skarbnicą pomysłów jest blog Liski, tam też znalazłam przepis na tą niesamowitą zupę. Jest zaskakująca w smaku, ale bardzo smaczna. Warto ją wypróbować.  
Składniki:
1 średnia cebula drobno pokrojona w kosteczkę
3 łyżki oliwy z oliwek
1 ząbek czosnku drobno posiekany (nie wyciskamy przez praskę!)
½ łyżeczki mielonej kolendry
200 g pomidorów z puszki
100 g czerwonej (lub zielonej) soczewicy, opłukanej pod bieżącą wodą
1 l  wywaru warzywnego, drobiowego lub wody
sól i pieprz do smaku

Karmelizowana cebula:

1 średniej wielkości cebula pokrojona w cienkie talarki
2-3 łyżki oliwy z oliwek
½ łyżeczki cynamonu
szczypta harissy marokańskiej (opcjonalnie mielonego czy świeżego chili)
1 łyżka brązowego cukru

Do dodania:

listki świeżej kolendry (lub natki z pietruszki)
gęsty jogurt naturalny
Cebulę podsmażyć na oliwie w garnku, w którym będziemy gotować zupę. Gdy się zeszkli, dodać czosnek oraz kolendrę i przesmażyć ok. 2 minut, dodać pomidory i soczewicę i bulion. Doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć ogień i gotować wolno aż soczewica będzie miękka ( ok. 30-40 minut).
Na małej patelni rozgrzać oliwę i podsmażyć cebulę. Dodać cynamon, harissę i cukier. Smażyć chwilę i zdjąć z ognia.
Zupę podawać z „kleksem” jogurtu, odrobiną skarmelizowanej cebuli i listkami kolendry lub pietruszki. Smacznego!!!


czwartek, 31 marca 2011

Makaron z salami


Błyskawiczne danie. Idealne na kolację lub dla niespodziewanych gości. Można je zaliczyć również do dań tzw. „śmieciowych” czyli z tego co mamy akurat w domu. Dania takie okazują się często zaskakująco wyśmienite. Wystarczy trochę fantazji J
Składniki na 1 porcję:
  • Ulubiony makaron (porcja dla 1 osoby)
  • ½ puszki pomidorów w zalewie lub 1 mały koncentrat pomidorowy
  • 2 listki laurowe
  • 1 łyżka masła
  • Kilka plasterków salami lub kiełbasy typu chorizo lub innej paprykowej
    (zwykła kiełbasa się raczej nie nadaje)
  • Sól, pieprz

Dodatkowo: ser żółty do posypania, fasola z puszki, suszone pomidory, natka z pietruszki

Wstawiamy wodę. Po zagotowaniu solimy i wrzucamy makaron. Na patelnię wrzucamy pokrojone salami lub kiełbasę i smażymy- tłuszcz sam się wytopi i można go odlać przed dodaniem pozostałych składników. Po podsmażeniu dodajemy liście laurowe oraz pomidory lub koncentrat. W tym drugim przypadku dolewamy trochę wody z gotującego się makaronu. Woda ta zawiera skrobię, więc również zagęści nam ostatecznie sos. Na końcu dodajemy łyżkę masła, dzięki czemu będzie on gęstszy i gładki. Solimy i pieprzymy do smaku.
W wersji „na bogato” możemy dodać odsączoną fasolę z puszki, pokrojone suszone pomidory (2 spokojnie wystarczą), posypać na końcu serem żółtym czy natką z pietruszki i danie gotowe!

Pomysł na przepis pochodzi z programu telewizyjnego "Nigella Ekspresowo"



środa, 30 marca 2011

Zupa z zielonego groszku


Czasami jest tak, że nie mamy czasu spędzać w kuchni kilku godzin aby przygotować np. obiad z dwóch dań i jeszcze jakiś deser. Chcemy po prostu szybko coś ugotować, zjeść i w końcu odpocząć. A więc śladem wielkich mistrzów postaram się przygotować serię dań ekspresowych czyli do wykonania w 20-30 minut. Często sama korzystam z takich pomysłów i uważam, że są idealne dla każdego, komu chronicznie brakuje czasu lub gdy mamy niespodziewanych gości i musimy szybko przygotować jakiś poczęstunek.
Już wcześniej publikowałam przepis na penne ze szpinakiem. Przygotowanie tego dania zajmuje nie wiele więcej niż czas potrzebny na ugotowanie makaronu. Dziś przedstawiam zupę „groszkową” z ptysiami- jej przyrządzenie zajmie wam nie więcej niż 10-15 minut J
Składniki:
  • 2 puszki zielonego groszku konserwowego
  • 1 lub 1,5 l wody (w zależności jak bardzo zupa ma być gęsta)
  • 3 łyżki kwaśnej śmietany np. 18%
  • 2 łyżki mąki
  • 2 lub 1  kostki rosołowe
  • Ptysie ( do kupienia np. u Gajewskiego)
Wodę wstawiamy do zagotowania. Groszek razem z zalewą miksujemy na gładką masę. Mąkę mieszamy ze śmietaną, a potem z odrobiną zimnej wody. Do gotującej się wody wrzucamy kostki rosołowe. Po ich rozpuszczeniu dodajemy zmiksowany groszek. Do śmietany i mąki po trochu dodajemy gorącą zupę za każdym razem dokładnie mieszając. W ten sposób „zaparzamy” śmietanę i dzięki temu nie zważy się, gdy dodamy ją do zupy. A więc gdy rozrobiona śmietana jest już rzadka wlewamy ją do gotującej się zupy, dokładnie mieszamy i doprowadzamy do ponownego zagotowania. Doprawiamy solą i pieprzem-jeśli jest to konieczne.
Podajemy z groszkami ptysiowymi i śmietaną lub grzankami czosnkowymi. Smacznego!

Ziołowy kurczak z Chardonnay


Składniki dla 4 osób:
  • 4 nogi z kurczaka wraz z podudziem
  • 2 łyżeczki rozmarynu
  • 2 łyżeczki cząbru
  • 1 łyżeczka imbiru
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 3-4 łyżki oliwy ziołowej (lub zwykłej)
  • sól, pieprz
  •  sok z cytryny lub plastry cytryny
  • 1 niecały kieliszek wina Chardonnay lub innego białego wytrawnego wina

Zioła i imbir ucieramy z czosnkiem i oliwą (najlepiej w moździerzu). Marynatę można przygotować również ze świeżych ziół- wtedy potrzebujemy kilka gałązek każdego z nich ( po 2-3 szt.) i kawałek świeżego imbiru. Kurczaka myjemy, wycieramy i posypujemy odrobiną soli i pieprzu. Nacieramy oliwą z przyprawiamy, przekładamy do naczynia żaroodpornego, polewamy sokiem z 1 cytryny lub rozkładamy na kawałkach kurczaka jej cienkie plasterki. Pieczemy 30 minut w 220C: 15 minut bez przykrycia i 15 z przykryciem. Po tym czasie wlewamy wino i pieczemy kolejne 20 minut bez przykrycia. Po tym czasie odlewamy większość sosu i nastawiamy piekarnik na funkcję grilla aby kurczak nabrał złocistego koloru a skórka zrobiła się chrupiąca. Gotowe!

wtorek, 29 marca 2011

Chałka



Ostatnio wertując moje ulubione blogi znalazłam przepis na chałkę. Gdy tylko zobaczyłam ją na zdjęciu- dużą, rumianą, z kruszonką…od razu wiedziałam co będę piekła w weekend. Wy też musicie spróbować ją zrobić! To naprawdę nie jest skomplikowane jedynie czasochłonne, ale jej widok, gdy wyjmujesz ją z piekarnika taką pachnącą, mięciutką i chrupiącą jednocześnie, wynagradza wszystko J

Ciasto:
(na 2 chałki)

25 g drożdży
1 szklanka wody
1 jajko
¼ szklanki oleju
szczypta soli
¼  szklanki cukru
4,5 szklanki mąki pszennej
1 roztrzepane jajko do posmarowania

Kruszonka:
50 g masła
50 g mąki
50 g cukru

Z wody, drożdży i 2 łyżek cukru zrobić rozczyn i odstawić na 15 minut do wyrośnięcia. Przełożyć do wysokiego naczynia, dodać resztę cukru, jajko, sól, olej i zmiksować. Potem po szklance dodawać mąkę i aż powstanie gładkie i stosunkowo twarde ciasto. Wyrabiać jeszcze minimum 5 minut. Przełożyć do dużej misy, przykryć ściereczką i odstawić na 1 godzinę do wyrośnięcia ( ciasto musi podwoić swoją objętość). W tym czasie przygotować kruszonkę: wymieszać wszystkie składniki aż masa pozbija się w grudki. Przełożyć do lodówki.



Gdy ciastko wyrośnie, należy je zagnieść jeszcze raz i podzielić na pół. Każdą połowę podzielić na sześć równych części i z każdej z nich zrobić cienki wałek i zapleść chałkę. Jak to dokładnie zrobić przedstawia poniższy film:

Przygotowane chałki przekładamy na jedną blachę wyłożoną papierem do pieczenia lub bezpośrednio na blachę wysmarowaną masłem. Odstawiamy na min. 30 minut do wyrośnięcia. Gdy nasze śliczne chałki już urosną, należy posmarować je roztrzepanym jajkiem i posypać kruszonką. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika (190C) i pieczemy 35-40 minut. Wyjmujemy, czekamy aż ostygną i opychamy się do nieprzytomności! Mniam! Pychota!!

Przepis z ktorego korzystałam do wyczarowania mojej chałki znalazłam tu.

środa, 23 marca 2011

Puszyste otrębowe naleśniki z serem


 
 
Uwielbiam naleśniki w każdej postaci- na słono, na słodko, smażone, pieczone, po prostu każde! Dziś na obiad miałam zaplanowane naleśniki z serem na słodko. Postanowiłam jednak zrobić trochę zdrowszą wersję z otrębami i mąką razową. Aby naleśniki nie były przez to zbyt sztywne białka z jajek ubiłam na pianę i takie dodałam do ciasta. Powstała dzięki temu puszysta, lejąca się masa. Upieczone naleśniki były co prawda grubsze od zwykłych, ale za to niezwykle delikatne.

 
Ciasto naleśnikowe:
  • 100 g mąki (zwykłej)
  • 100 g mąki pszennej razowej
  • 100 g otrąb (pszennych lub owsianych)
  • 250 ml mleka
  • 1/3 szklanki wody
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 łyżki oleju
 
Ser:
  • 1 mała kostka sera białego
  • 1 żółtko
  • ½ opakowania cukru waniliowego
 
Jajka rozbijamy i oddzielamy żółtka od białek. Mieszamy wszystkie pozostałe składniki z żółtkami i odstawiamy na min. 15 minut. Ubijamy białka na sztywną pianę i dodajemy do ciasta. Dokładnie mieszamy aż ciasto stanie się na powrót lejące ale nadal puszyste. Smażymy naleśniki na rozgrzanej patelni.

 
Ciasto powinno wystarczyć na 6 sztuk naleśników. Ser mieszamy dokładnie z żółtkiem i cukrem aż powstanie gładka masa. Nakładamy  na naleśniki i składamy w trójkąty lub po prostu na pół. Podawać można polane śmietaną lub jogurtem naturalnym oraz dodatkowo sosem czekoladowym lub każdym innym. Smacznego!!

 

czwartek, 17 marca 2011

Słodkie bułeczki cynamonowe



Uwielbiam cudowny zapach słodkiego ciasta drożdżowego. Gdy unosi się w domu podczas pieczenia przypominają mi się lata dziecięce i moja babcia, która zawsze w wakacje piekła drożdżowe placki z jagodami, które my wnuczki zbieraliśmy w lesie. Teraz ja piekę drożdżowe różności i sprawiam, że mój dom pachnie prawdziwym domem, słodkimi snami, spokojem. Aromat przenika ściany, zagląda do szaf, chowa się pod łóżko….i wita mnie, gdy wracam do domu. Tak. Tak właśnie powinien pachnieć szczęśliwy dom.

Zajrzałam dziś na blog White Plate i przeczytałam wpis o kairskich taksówkarzach i bułkach cynamonowych. Wróciłam do domu. Zajrzałam do szuflady z przyprawami i mój wzrok zatrzymał się na torebce z cynamonem….Na twarzy pojawił się uśmiech i w tym momencie poczułam już jego zapach wirujący po kuchni w duecie z aromatem ciasta drożdżowego. Tak, tego właśnie mi dziś brakowało- cynamonowych snoofffff. Ehhh…

A więc, żeby wyczarować cynamonowe bułeczki potrzeba:

Ciasto:
2 i ¾ szklanki mąki
¼ szklanki cukru
30 g świeżych drożdży
½  łyżeczki soli
50 g masła
niecała szklanka mleka lub wody
2 duże jajka
1 łyżeczka aromatu migdałowego

Dodatkowo:
150 ml cukru (białego lub brązowego)
2 łyżeczki cynamonu
½ łyżeczki gałki muszkatołowej
50 g masła (rozpuszczonego i ostudzonego)

Jak zawsze ciasto drożdżowe rozpoczynam od zrobienia rozczynu: wodę mieszam z 2 łyżeczkami cukru i pokruszonymi drożdżami do momentu ich całkowitego rozpuszczenia. Odstawiam do wyrośnięcia. Resztę cukru mieszam z mąką i solą. Masło roztapiam i mieszam z aromatem migdałowym. Jajka ubijam na piankę. Mieszam wszystkie składniki razem: mąkę i rozczyn, potem dodaję ubite jajka a na końcu przestudzone ( temperatura pokojowa) masło z aromatem migdałowym. Wyrabiam ok.10 minut aż ciasto będzie bardzo kleiste. Odstawiam na godzinę w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.



Gdy ciasto wyrośnie (podwoi swoją objętość) oprószam je mąką i wałkuje na prostokąt o krótszym boku długości dłuższego boku blachy (keksówki) w której powinno się je piec. Dziś ciasto wyrosło mi wyjątkowo duże i musiałam ułożyć je do……naczynia żaroodpornego, bo do blachy by się nie zmieściło. Rozwałkowane ciasto smaruję rozpuszczonym i ostudzonym masłem i posypuję cukrem wymieszanym z cynamonem i gałką muszkatołową. Placek podzieliłam na 6 pasków i poskładałam jeden na drugim. Powstały w ten sposób „gruby’ pasek ciasta podzieliłam na 8 równych części i ułożyłam je bokami do góry ścisło obok siebie. Przykryłam ściereczką i odstawiłam na 30 min. do ponownego wyrośnięcia. Piekarnik nagrzałam do 170 C i wstawiłam ciasto na 40 minut. Gotowe J

Przepis Liski, z którego korzystałam (z drobnymi zmianami) znajdziecie na jej blogu White Plate. Dodatkowo dokładne zdjęcia jak pokroić i ułożyć ciasto znajdziecie na blogu, który z kolei zainspirował Liskę: Joy The Baker.

środa, 16 marca 2011

Penne ze świeżym szpinakiem


Mój ulubiony szybki obiad. Danie jest proste i smaczne i nie wymaga specjalnych umiejętności kucharskich. Na ogół przygotowuje proporcje „na oko” nie odmierzając i nie zastanawiając się nad ilością poszczególnych składników. Mniej więcej do przygotowania dwóch porcji potrzeba:

  • makaron spaghetti lub penne (lub inny)
  • świeży szpinak
  • rukola
  • oliwa z oliwek
  • suszone pomidory
  • cebula
  • czosnek
  • sól, pieprz
  • parmezan

Makaron gotujemy „al dente” w osolonej wodzie. Powinien być on gotowy w momencie, gdy na patelni wszystkie składniki są już usmażone. Chodzi o to, że po odcedzeniu makaronu od razu przekładamy go na patelnię, mieszamy i podajemy. Makaron nie powinien „czekać” na wymieszanie z resztą składników. Czas, w jakim makaron będzie gotowy powinien nam spokojnie wystarczyć na przygotowanie reszty dania. A więc: cebulę (średnią) obieramy i kroimy w talarki. Czosnek (2 średnie ząbki) obieramy i kroimy w cienkie plasterki lub siekamy w kosteczkę- nie wyciskamy przez praskę (!) ponieważ wtedy danie straci szybko czosnkowy aromat. Szpinak i rukolę (osobno) dokładnie myjemy. Suszone pomidory (2-4 szt.) kroimy na mniejsze części, parmezan (do posypania dania- ilość wg uznania) trzemy na tarce. Na patelnię wlewamy oliwę w ilości takiej, jaka przykryje swobodnie całe dno. Wrzucamy cebulę i na średnim ogniu smażymy aż się zeszkli, dodajemy czosnek i smażymy około 1 minuty. Dodajemy suszone pomidory i szpinak (2-4 garści), doprawiamy solą i pieprzem do smaku, zmniejszamy ogień i podsmażamy do momentu aż szpinak delikatnie zmięknie - nie doprowadzamy do tego by całkowicie rozmiękł. Należy go zatem włożyć na patelnię przed samym dodaniem makaronu. Po jego dodaniu wszystko dokładnie mieszamy. Na talerz kładziemy rukolę, na nią makaron, posypujemy parmezanem i od razu podajemy.
Smacznego!!!!

środa, 16 lutego 2011

Pizza Marrakesz

Czy jest ktoś, kto nie lubi pizzy? Jeśli tak, to tylko i wyłącznie dlatego, że nie jadł do tej pory dobrej pizzy :-D
A ci, którzy ją lubią w tej znajdą prawdziwą kwintesencję. Zastanawiam się tylko, dlaczego nazywa się Marrakesz...bo nie odnajduje w niej składników typowych dla kuchni marokańskiej (nawet oliwek nie ma!). No, ale cóż, może nazwa nie jest najważniejsza. Już tłumaczę skąd te rozważania: pizzę tą pierwszy raz jadłam w Pizzy Hut....zapamiętałam smaki i zrobiłam taką w domu. Dobór ciasta i jego grubości jest dowolny- uzależniony od naszych upodobań. Ja skorzystałam (z drobnymi modyfikacjami) z jednego z przepisów z książki "Pizza dla gości i rodziny" wyd. Świat Książki.

Ciasto:
proporcje na 2 średnio puszyste pizze lub 3 cienkie

  • 750 g mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 50 g świerzych drożdży
  • 2 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki cukru
  • 4 łyżki oliwy bazyliowo-czosnkowej lub więcej
Dodatki
  • 30 dkg sera morskiego
  • 10 dkg sera parmezan
  • 1 opakowanie sera pleśniowego lazur
  • ok. 4 szt. suszonych pomidorów
  • rukola

Drożdże kruszymy i rozpuszczamy wraz z cukrem w letniej wodzie. Odstawiamy w cieple miejsce do wyrośnięcia. Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia, dodajemy sól i wyrośnięte drożdże. Wyrabiamy ciasto przez kilka minut, potem porcjami dodajemy oliwę za każdym razem dokładnie ugniatając aż ciasto wchłonie tłuszcz i dopiero potem dodajemy kolejną aż do osiągnięcia gładkiego błyszczącego ciasta, które nie będzie lepiło cię do rąk. Można oczywiście robić je w robocie kuchennym, ale wszelkie ciasta drożdżowe..........a właściwie wszystkie potrawy lubią nasze ręce i smakują lepiej, jeśli gnieciemy, lepimy, ugniatamy i smarujemy naszymi rękami- w ten sposób dodajemy do potrawy nasze serce i powie wam to każdy, kto lubi gotować.
A więc wyrobione ciasto odkładamy przykryte ściereczką do wyrośnięcia. Nie musi ono podwoić swojej objętości- wystarczy jak urośnie o 1/2 swojej początkowej wielkości. W między czasie przygotowujemy dodatki: sery ścieramy na tarce o drobnych oczkach ( lazur należy pokruszyć bezpośrednio na pizze), kroimy suszone pomidory na mniejsze części, myjemy i osuszmy rukolę. Ja dodatkowo przygotowuję sos pomidorowy do posmarowania spodu ciasta. Tym razem użyłam koncentratu pomidorowego rozpuszczonego w 1,5 szklanki wody i zagęszczonego mąką. Do tego dodałam trochę posiekanej cebuli, keczupu, octu, czosnku, sól, pieprz i trochę tymianku (lub oregano). Jeśli sos ten miałby być używany również do smarowania gotowej pizzy to należy zrobić go z pomidorów z puszki i oczywiście nie zagęszczać mąką. Ja tym razem nie miałam tego składnika, więc poradziłam sobie inaczej. Resztę sosu zamroziłam i będzie do następnej pizzy :)

Gdy ciasto wyrośnie rozwałkowujemy je na 3 cienkie placki (lub 2 grubsze, jak kto woli). Ciasto się zwija, więc najlepiej wziąć je na rękę i obracać drugą ręką tak aby ciasto się rozciągało pod wpływem własnego ciężaru ale nie porwało przy tym. Gotowe placki kładziemy na blasze posypanej mąką, zawijamy na brzegach i smarujemy sosem. Na to kładziemy ser morski, potem parmezan a na końcu kruszymy lazur i dodajemy suszone pomidory. Pieczemy 30-40 min w piekarniku nagrzanym do 200C. Po wyjęciu posypujemy rukolą i podajemy. Smacznego!!!